Grywalizacja i Microlearning – jak sprawić, że edukacja online będzie angażująca i efektywna?

W najnowszym odcinku HR espresso rozmawiam z Arkiem Siechowiczem z Gamehill na temat grywalizacji i microlearningu. Arek swoją przygodę z grywalizacją zaczynał, kiedy wielu innych nie miało pojęcia o edukacji online w ogóle – ponad 8 lat temu. Dzisiaj jest ekspertem, który swoje doświadczenie aplikuje w biznesie.

Zapraszam Cię do posłuchania naszej rozmowy:

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek i chcesz otrzymywać informacje o kolejnych odcinkach oraz dodatkowe materiały, to zapisz się do newslettera, zasubskrybuj w aplikacji do Podcastów (SpotifyApple Podcasts), skomentuj, albo po prostu napisz maila i daj znać, co o nim myślisz.

Przydatne linki:

Profil Arka na LinkedIn – https://www.linkedin.com/in/arkadiuszsiechowicz/

Strona Westhill – https://www.westhill.pl/grywalizacja/

Strona Gamehill – https://thegamehill.com

Kurs o grywalizacji na coursera – https://www.coursera.org/learn/gamification

Transkrypcja:

– Cześć! Tu Jarek Jarzębowski. Witam Cię w kolejnym odcinku HR espresso w którym razem z Arkiem Siechowiczem rozmawiamy o nowoczesnych trendach w obszarze Learning&Development czyli grywalizacji i microlearningu. Z Arkiem łączy nas nie tylko podobieństwo imion ale też zamiłowanie do nowinek, technologii i rozwoju. Pewnie dlatego tak dobrze nam się rozmawiało. Naszą rozmowę podzieliłem na dwa odcinki. W tym tygodniu możesz posłuchać na temat różnych mechanizmów wykorzystywanych w grywalizacji i dowiesz się dlaczego grywalizacja często nie jest najlepszym z nich. Rozmawiamy też o microlearningu czyli nauczaniu w małych porcjach. Poruszamy aspekty związane z formatami szkoleń, częstością powtarzania materiału oraz różnicami między microlearningiem, a typowymi szkoleniami. Jeżeli jesteś zainteresowany obszarem nowoczesnej i skutecznej edukacji – zwłaszcza online to jestem przekonany, że wyniesiesz z tego odcinka wiele wartości. Już za tydzień pogłębiamy ten temat i przechodzimy na bardziej złożone zagadnienia czyli m.in. adaptive learning. Teraz jednak skupmy się na podstawach, czyli grywalizacji microlearningu. Zapraszam do posłuchania naszej rozmowy.

– Cześć Arku

-Cześć Jarku

– Mamy świetne imiona do rozmowy do witania się. To prawie jak Jacek i Placek i tym podobne z bajek.

– Tak ustaliliśmy, że parę rzeczy wspólnych, bo obaj psy mamy na wyciszeniu z nadzieją, że nie będą szczekały. Mam nadzieję, że w tej rozmowie też zobaczymy wiele wspólnych elementów ale też coś ciekawego powiemy naszym słuchaczom.

-Dokładnie tak. Ja myślę że tych elementów wspólnych jest więcej bo będziemy rozmawiać w znacznej mierze o rozwoju i o rozwoju takim dosyć nowoczesnym i o trendach o tym co się będzie działo za parę lat a może już się dzieje i to jest temat, który nas obu mocno interesuje. No ale może zanim o tym, nie wyprzedzajmy jeszcze tematu naszej rozmowy więc powiedz proszę słuchaczom kim jesteś i czym się zajmujesz.

– Nazywam się Arek Siechowicz. Jestem ojcem, przedsiębiorcą od już prawie piętnastu lat. I właściwie to co powiedziałeś, jako temat rozmowy to trochę definiuje mnie jako osobę, bo jestem pasjonatem rozwoju w wielu formach ale najbardziej w tych formach nowoczesnych. Bardzo lubię śledzić trendy wszelakie i rozwój technologii i rozwój tego co nazywamy cyfrową transformacją. I to mnie doprowadziło ładnych kilka lat temu już, bo chyba około 8 lat, do rywalizacji do gamyfikacji, do tego formatu rozwoju, który opiera się na angażowaniu nas poprzez mechanizmy świata gier i to już jest spora część naszej historii takiej zawodowej – biznesowej, bo rozwijamy platformę gamifikacjną. Tam cały czas próbujemy ten rozwój jakoś podkręcać, zachęcać ludzi. Ja mam taki talent z Gallupa – uczenie się i rozwijanie innych, więc ja w ogóle nie wyobrażam sobie jak ktoś może nie chcieć się uczyć ale… Jakoś tak jest, że czasami robota nas wciąga i na chwilę przerywamy naukę. Zupełnie niesłusznie.

– Ja mam na pierwszym miejscu też uczenie się. Także zdecydowanie moglibyśmy tutaj sobie przybić piątkę nie tylko wirtualne i porozmawiać o tym dłużej. Powiem szczerze, że jak powiedziałeś osiem lat…Tego się nie spodziewałem. Osiem lat w grywalizacji? 8 lat temu to mało kto wiedział czym jest grywalizacja w ogóle.

– Tak, rzeczywiście dosyć wcześnie… To też kolejna moja cecha  jestem early adopterem takim gościem który szybko i wcześnie wchodzi w trendy czasami nawet porzuca zanim reszta ludzi dołączyła, ale mam na to twarde dowody bo w ogóle krąży gdzieś mój wykład na temat globalizacji z 2013 roku, więc jeżeli już wykład prowadziłem na Digital Learning Congress 7 lat temu, to rzeczywiście ciut wcześniej musiałem się tym zainteresować. Ostatnio nawet gratulowałem takiej rocznicy, bo takim moim pierwszym guru i chyba nie tylko moim jest prof. Kevin Werbach – amerykański profesor, który uruchomił taki kurs online na początkach Platformy Coursera o grywalizacji no i to nie był sam początek mojego zainteresowania ale na pewno to był kluczowy moment kiedy naprawdę na wysokim poziomie mogłem poznać te podstawowe fundamentalne zasady i to było naprawdę… Naprawdę świetny kurs. Też polecam, bo chyba w kolejnych edycjach dalej funkcjonuje.

-Na pewno podlinkuję, jeżeli on faktycznie jeszcze funkcjonuje. Natomiast powiedz proszę – może nie wszyscy słuchacze wiedzą czym jest grywalizacja. Czym w ogóle jest grywalizacja, z czym to się je i po co?

– Tak… Definicji jest nawet kilka. Słów po polsku grywalizacja, gamifikacja, gryfikacja… Te trzy terminy takie krążą ale po angielsku to wykorzystywanie mechanizmów ze świata gier do uatrakcyjniania rzeczy w świecie rzeczywistym, a więc nie w świecie gry, tylko rzeczywistym i zwiększania zaangażowania za pomocą tych właśnie mechanizmów ze świata gier. To jest taka definicja, która jest mi najbliższa i w związku z tym aplikować gamifikację, czy aplikować te mechanizmy zaczerpnięte ze świata gier nie tylko gier wideo ale bardzo wielu innych gier można do niemal wszystkiego. Właściwie bardzo blisko początku to było fitness. Już tam Endomondo, czy taka aplikacja zombies run, gdzie treningi były atrakcyjne tym, że uciekałeś przed zombi, którzy cię gonili. Miałem przyjemność rozmawiać osobiście i zrobić wywiad z twórcą tej aplikacji. Fitness był takim jakimś światem, w ogóle nawyki takie rozwoju osobistego, były grywalizowane na początku, natomiast ja dosyć szybko zainteresowałem się grywalizacją czyli braniem tych mechanizmów do tego, żeby uatrakcyjnić i zaangażować ludzi do rozwijania się, do tego żeby się uczyli, bo głównie akurat w świecie zawodowym tym się zajmuje.

– Super. Powiem szczerze, że grywalizacja jest mi bardzo bliska, bo sam kiedyś bardzo dużo grałem w gry jakieś takie RPG na komputerze, czy takie opowiadanie, później w planszówki. Więc teraz jest mi bardzo blisko do tego wszystkiego co się dzieje w tym trendzie i w tym nurcie w HRze. Natomiast jedną rzecz chciałbym podkreślić z tego co powiedziałeś i trochę powtórzyć ale żeby wybrzmiała też dla słuchaczy, że grywalizacja mimo tego, że ma rywalizację w słowie, to wcale nie do końca chodzi , a przynajmniej nie zawsze, chodzi o rywalizację.

– Bardzo dziękuję, że to mówisz i to już na początku bo to jest niesamowity pech taki językowy. To zupełnie przypadkowo tak się ułożyło że ta rywalizacja zajmuje 95 proc. słowa grywalizacja. My korzystamy na naszych platformach z około 35 mechanizmów. Eksploracja, niedostępność… Mogę o nich długo mówić ale tych mechanizmów naprawdę jest bardzo wiele ze świata gier, które zaczerpujemy i rywalizacja jest absolutnie tylko jednym z 35. Może gdzieś tam w top ten – na pewno jest istotnym mechanizmem. Natomiast absolutnie nie najważniejszym. Wtrącę, bo mówisz, że za sporo grasz mamy taki fantastyczny case teraz na żywo ponieważ z jednej strony mamy jedną z najdroższych i  najdłużej przygotowanych gier w historii świata czyli z Cyberpunk, który jestem pewien, że sobie poradzi i się wyliże, ale w tej chwili przeżywa wielki kryzys. Jak wiele jeszcze jest w nim niedopracowane, a powiem ci że – nie wiem czy ty się  jeszcze załapujesz na pokolenie Małyszomanii, bo chyba jesteś kilka lat młodszy ale jednak chyba pamiętasz ten czas. Ja właśnie wdrożyłem moją córkę do ski jump 2 – Deluxe Ski Jump 2. Gry która została napisana w kilka wieczorów przez jakiegoś Fina w ogóle i ona właśnie powróciła na Androida w wersji absolutnie oryginalnej niezmienionej, darmowej. I to jest coś niesamowitego i właśnie o tym to opowiada – mechanizmy grywalizacji. Co nas wciąga w tej prościutkiej gierce, która może nie ma tego budżetu jak Cyberpunk, ale myślę że podobnie jest grywalna, to np. klimat – tam jest taki słynny – jak pierwsz raz sobie ją otworzysz po latach, to na pewno powrócisz do tego – tam słychać wiatr. Tam słychać te skocznie. Słychać te charakterystyczne dźwięki i ten detal drobny, plus kilka jeszcze innych rzeczy sprawia, że to jest niesamowicie grywalne coś. Sprawdziłam to – 13 letnia córka po 5 minutach już nie chciała odłożyć komórki i już się wciągnęła. Chociaż jest wybrana bo jest takim graczem już zaawansowanym i wybrednym. To jest taki przykład że tych mechanizów jest wiele. Nie tylko rywalizacja. I niekoniecznie muszą się łączyć z budżetem bardziej z pomysłem z kreatywnością.

– Jeszcze zanim przejdziemy do dalszej części rozmowy to chciałbym żebyśmy trochę pokopali tutaj. Powiedz jakie są mechanizmy, które według ciebie fajnie się sprawdzają, a może rzadko są używane?

– Jak projektujesz grywalizację, to jeden z pierwszych takich rozstajów dróg, dylematów przed którym stajesz, to jest – czy robić ze storytellingiem – z jakąś opowieścią czy bez? Bo wbrew pozorom można i bardzo wiele jest grywalizacji – Ja to nazywam takimi racjonalnym. Czyli gdzieś są właśnie punkty za coś, dostaje się jakieś serduszka, ale nie ma wokół tego żadnej historii. My zdecydowanie jesteśmy zwolennikami, my w sensie Gamehillu, bo jest nas więcej tych pasjonatów grywalizacji tej grywalizacji, która wykorzystuje historię. Wciąga cię do jakiegoś świata, do jakiejś opowieści. Gra o Tron – 9 sezonów, kilka tysięcy, nie wiem kilkaset godzin spędzonych przed ekranem. Dlaczego znaleźliśmy na to czas? Bo nas wciągnęła historia. Nie znajdujemy czasu na 5 minutowe filmiki. Rekomendacje na filmy na LinkedIn są takie żeby trwały nie więcej niż minutę, bo się nudzą ludzie. Więc historia. Więc pierwszy mechanizm, to jest historia i ona naprawdę jest mocnym mechanizmem. Z tym się łączy np. eksploracja. Ja bardzo lubię odkrywać nowe lądy gdzieś coś jest i kolejny mechanizm, który się z tym łączy, to mechanizm niedostępności, czyli tam jeszcze nie możesz wejść. Drzwi są jeszcze zamknięte. Wykonuj pewne zadania żeby odblokować kolejne kolejne zadania. Wykonaj coś żeby odblokować coś. I wtedy nakręcony akurat ja tą potrzebą eksploracji bardzo chętnie wykonuję te zadania żeby odblokować – czyli efekt dostępności. To jest właśnie jeden z takich mechanizmów który wykorzystujemy w ten sposób że dając ludziom porcję zadań w postaci jakichś treningów dajemy im nie za dużo, czyli raczej zostawiamy niedosyt i mówimy: hej wróć za trzy dni, za pięć dni. Następna porcja za 5 dni, to jest taki efekt. Nie przesytu, nie mnie ktoś tu zmusza do tego żebym, to robił tylko takiego niedosytu. Ja chciałbym więcej a tu kurczę nie mogę. Na pewno wrócę. I to jest kolejny mechanizm który jest bardzo fajny. Te elementy społecznościowe i interaktywne niekoniecznie społeczność w znaczeniu komunikacja, mówiąc fachowo peer to peer czyli użytkownik do użytkownika ale samo to że ja widzę że poprzez ranking np. widzę że grają moi koledzy czy znajomi ale też w różnych powiadomieniach widzę że oni też tutaj są. Tyle osób się dzisiaj zalogowało na platformę. Mamy taki wskaźnik i to wszystko sprawia że „ok, ja nie jestem sam. Nawet niektórzy którzy wchodzący sceptycznie na taką formę czy do takiej rywalizacji czegokolwiek nie dotyczyła. Myślą może jestem jedynym frajerem który wchodzi tu w ciągu dnia pracy, się wygłupia na tej platformie takiej kolorowej”, a się okazuje że nie, że jest nas więcej i to podkręca. Można by też dużo mówić o typach graczy, bo każdego coś innego interesuje wciąga. Rzeczywiście rywalizacja niektórych interesuje. My akurat mało stosujemy, ale jest cała grupa graczy o nazwie Killer, czyli takich którzy chcą coś odstrzelić. Ja też się bawiłem w Dooma – też powrócił w tej chwili i to też jest mechanizm, który jest jakiś tam ciekawy, chociaż może akurat trudno go połączyć z korporacyjnym rozwojem, więc mógłbym jeszcze parę wymienić. Myślę jak je uporządkować może. Czyli rzeczywiście są mechanizmy takie społecznościowe interakcji z innymi, czasami pośrednio interakcji, są te mechanizmy takie powiedzmy przygodowe związane z eksploracją, niedostępnością, poszukiwaniem czegoś i strategii – na przykład jeżeli jesteś uważny klikniesz gdzieś gdzie być może wygląda to na pierwszy rzut oka że tam nie powinien klikać a właśnie tam się kryje jakaś wskazówka, coś ciekawego. To jest kolejny mechanizm tej grupy powiedzmy przygodowych. No i są też mechanizmy jednak też te rywalizacyjne, ale niekoniecznie rankingi tylko. Chociaż rankingi są bardzo ciekawe i można robić dobrze. Można je też bardzo źle zaprojektować i zniechęcić graczy poprzez rankingi, ale na przykład ciekawym mechanizmem grywalizacji innym jest quizowanie poprzez wyzwanie.. Czyli ja wyzywam ciebie na pojedynek na wiedzę.

– Kiedyś  była nawet aplikacja która się nazywała dokładnie Quizwanie. Tak to ładnych parę lat temu było dość mocno popularne. Przy okazji można się było też czegoś dowiedzieć o świecie.

– To ma w ogóle źródła gdzieś w takiej, chyba brytyjskiej pub quiz to się nazywa czyli oni przychodzą do pubu i gdzieś tam tworzą drużyny. I właśnie kto to więcej wie o świecie. To jest najlepszy sposób rywalizacji bo to jest taka zdrowa, pozytywna ale jednak nakręca nas trochę ta rywalizacja.

– Jeżeli chcemy żeby to działało faktycznie sprawnie dobrze, to musimy rozumieć te mechanizmy, o których opowiadasz chociażby i wiedzieć co i dlaczego może zadziałać, co raczej nie zadziała albo w jakiej sytuacji może ewentualnie nie zadziałać. Jest jeszcze jedna rzecz którą wspomniałeś w międzyczasie, do której chciałbym nawiązać, czyli mikro learning. Wspomniałeś o mikro learning. Opowiedz proszę co to jest i dlaczego właśnie mikro leming?

– Definicja microlearning, czyli uczenie się w małych porcjach, w bardzo małych porcjach, czyli powiedzmy do 10 minut, najlepiej do siedmiu minut. Czyli ja przyswajam jakąś nową wiedzę, nowy materiał, nową treść w formacie który jest krótki, a więc nie zasiadam, nie przygotowuję się do lekcji 40 minutowej, tylko właśnie dostaję porcję mikro learningu. Dostaję, bo one są podsunięte pod nos jeszcze najlepiej w sposób zgrywalizowany, ale sam microlearning, to po prostu wiedza czy umiejętności skrojone na małe porcje takie właśnie do 7 minut a formaty tego mikro learningu mogą być bardzo bardzo różne. Stosujemy infografiki, e-booki, interaktywne e-booki, interaktywne grafiki, mogą to być filmiki czy to filmy wideo z ekspertami, czy to film animowany. Tych formatów tego co się kryje pod micro learningiem jest bardzo wiele i powstają co chwila nowe. Natomiast sama definicja to małe porcje. Drugie Twoje pytanie to dlaczego. Okazuje się, że nauka o uczeniu się nie śpi, tylko się rozwija. Zdecydowanie to, co niektórym z nas intuicja podpowiadała – ja np. całe już w liceum ale przede wszystkim studia mimo że studiowałem prawo czyli taki poważny kierunek to mocno miałem taką intuicję, żeby przerywać moją naukę, żeby przychodzić i odchodzić. Spotykać się z tym materiałem często i gęsto. Nie w wielogodzinnych sesjach jednorazowych. Nauka podpowiada nam, że uczymy się skuteczniej, kiedy stykamy się z materiałem, potem pozwalamy temu się dzieś w głowie ułożyć ale też troszkę przykurzyć i za chwilę odświeżony ponownie. I to wydobywanie też z naszej głowy. Taki retrieving, czyli taka czynność wydobywania gdzieś z czeluści pamięci jest jednym z najmocniejszych czynników wpływających na trwałość przyswojenia jakiejś informacji, jakiejś wiedzy. Czyli regularne np. odpytywanie się i mikro learning czy platforma gamifikacyjna często też odpytują użytkowników po to żeby ćwiczyć wydobywanie wiedzy.

– A jak często takie pigułki powinny się pojawiać, czy powinny nam być podsuwane pod nos?

– Mógłbym wreszcie się zachować jak ekspert i powiedzieć to zależy. Natomiast jest trochę takim benchmarku jest tzw. krzywa zapominania, która mówi że z danym materiałem powinniśmy się spotkać najlepiej mniej więcej w takim interwałach czyli po raz pierwszy, później w ciągu czterech godzin, później w ciągu 24 godzin, później w ciągu trzech dni. I jeśli jeszcze później, po tygodniu się jeszcze raz zetknę z tym materiałem, to właściwie gwarantowane że ten materiał utrwaliłem opanowałem. Czyli te pięć spotkań z materiałem, ale w takich wydłużających się interwałach. To bardzo przypomina zwróć uwagę Level w grach. Pierwszy level jest bardzo prosty, krótki, później drugi jest trochę dłuższy trochę, dłuższy i jeszcze każdy kolejny jest dłuższy i trudniejszy jest też. W przypadku tego zapominania czy pamiętania – trudniej jest przypomnieć coś po tygodniu niż po 2 godzinach ale wtedy jesteś już bardziej zaawansowanym graczem. Czyli tutaj Learning łączy się z tym co w grach też obserwujemy. Natomiast już tak precyzyjnie rzecz biorąc bo mówię o jedną konkretną porcję wiedz i teraz – ile rzeczy naraz się uczymy i jak bardzo potrzebujemy tego, to od tego zależy nasza intensywność nauki, bo przenosząc się na chwilę do świata zawodowego – jeżeli się wdrażasz do firmy, jesteś w trakcie tak zwanego onboardingu to tutaj masz bardzo dużą skłonność na wiedzę bardzo szybko z jednej strony potrzebujesz coś przyswoić ale też jesteś gotowy intensywnie się uczyć. Wtedy np. taki microlearning będzie Ci towarzyszył kilka razy dziennie i intensywnie każdego dnia. Jeżeli jesteś już powiedzmy na stanowisku, realizujesz swoje zadania ale potrzebujesz reskillingu, potrzebujesz odświeżenia, potrzebujesz nowej wiedzy, to wtedy lepiej żeby raptem raz, dwa razy w tygodniu, ponieważ w pozostałym czasie raczej jesteś zajęty.

– Fajnie, że o tym mówisz i fajnie, że pokazujesz, że po pierwsze lepiej działamy i lepiej zapamiętujemy, jeżeli to są małe porcje ale częściej podawane bo mam wrażenie że takim HRowym standardem no to jednak były takie długie 8 godzinne dni albo albo dwudniowe szkolenia raz na kwartał czy raz na miesiąc. Natomiast tak naprawdę to co się liczyło z mojej perspektywy to było to co się wydarzyło pomiędzy i nie miało dużego znaczenia co się wydarzyło na samym szkoleniu jeżeli uczestnicy nie zrobili z tym nic później sami no to to nie zadziałało. Często zrobili sami jeżeli ku temu popchęliśmy, dorzucając im pracę domową, dorzucając im jakiś materiał przed danym szkolenie. Tak naprawdę idąc dalej tym tropem, to właśnie się okazuje że rozwijamy learning na mnóstwo pigułek, tzn dany materiał na mnóstwo pigułek, które wdrażamy w dłuższym czasie i później faktycznie możemy łatwiej zapamiętać.

– Właściwie napisałeś taką historycznie drogę jaką doszliśmy do grywalizacji. Najpierw byliśmy firmą doradczą szkoleniową Westhill Consulting i ona też istnieje i dobrze się ma ale właśnie z tego poczucia że ludzie wychodzą z tego świetnego szkolenia całodniowego czy dwudniowego szkolenia tacy nakręceni – ten trener był taki fajny i ten temat był taki fajny i potem kończą go w piątek, przychodzi poniedziałek wchodzą do pracy – stała rutyna, stałe nawyki i właściwie zapominają. Naprawdę adopcja tego co było na tym szkoleniu była znikoma i ja sobie tak postanowiłem trochę szukając sensu w tym co robię, że przemysł rozrywkowy jest bardzo fajny ale akurat nie chciałem pracować w przemyśle rozrywkowym, ale żeby uprzyjemnić ludziom dwa dni szkoleniowe. Tylko jednak chciałem pracować w rozwoju, w szkoleniach. W tym żeby ludzie stosowali to czego się uczą. Dokładnie tak jak to opisałeś więc szukaliśmy sposobu, jak do nich dotrzeć żeby przed szkoleniem w trakcie albo po szkoleniu i później jeszcze kilka dni po szkoleniu kilkanaście dni po szkoleniu docierać do nich z tym samym materiałem i tak się narodziły na nasze platformy. Bo dokładnie do tego służyły.

– Opowiedz jak w takim razie przekonujecie decydentów – dyrektorów HR czy prezesów, że to ma sens i że takie krótkie pigułki się nadają, skoro oni są przyzwyczajeni do tego, że to powinno być 8 godzin, bo przez 10 minut to się nic nie przekaże i tak naprawdę półtorej godziny to jest w ogóle zupełne minimum żeby był sens się za to zabierać.

– Tu chyba trochę bym jeszcze uporządkował naszą rozmowę, bo nie do microlearning konkuruje z 8 godzinnym szkoleniem. Tak przynajmniej według mnie. Bo z czym on konkurują – konkuruje z tym 45 minutowym oldschoolowym e-learningiem, z tym godzinnym learningiem. To jest ten wróg, którego microlearning próbuje zaatakować. Ja jestem w tym obozie. Tu jest zło, bo 8 godzinny warsztat szkoleniowy albo 4 godzinny taki półdniowy. Tam dzieje się trochę co innego, bo tam już jest przestrzeń na stosowaniu umiejętności. To po pierwsze jest jakaś nadzieja na wejście w stan flow. Wchodzisz s tan flow to czas przestaje mieć takie znaczenie więc to bym uporządkował. I teraz kiedy ci szefowie czy decydenci mają do wyboru ten tradycyjny Learning albo Micro to rzeczywiście, powiem Ci szczerze, gdzieś ta świadomość musi się obudzić jeszcze długo przed tą decyzją o zakupie czy zainwestowaniu w tą ścieżkę. Np. taki nasz podcast myślę, że może sprawić że ktoś sobie pomyśli i zastanowi, że to może mieć sens bo ten learning tradycyjny jest bardzo wygodny bo mniej czasu i mniej wysiłku zajmuje Ci zrobienie całej dużej lekcji godzinnej, niż w tym czasie przygotowanie dziesięciu porcji. Jest to mniej kłopotliwe. Poza tym to już jest. W większości firm jest, już działa. I jakoś tam wprawdzie mamy tam wizyt na tej platformie 12 procent, chyba że musimy, bo jest akurat szkolenie z compliance albo z RODO, no to wtedy mamy 100 proc. – więc wprawdzie to działa bardzo średnio, ale działa, a my jako ludzie w ogóle jesteśmy taką adaptacyjną jednostką, czyli gatunkiem, który się adaptuje do wszystkiego więc jak coś działa to właściwie już w tym trwam. Nie jest to proste. Rzeczywiście nie jest to proste.

– Przyznam się, że trochę próbowałem cię podpuścić z tym 8 godzinnym szkoleniem, bo też powiem jak ja na to patrzę. Dla mnie typowe szkolenia zarówno na sali jak i takie warsztatowe, które prowadzi trener czy jakieś tam webinary to też jest miejsce, w którym w pewnym sensie można wykorzystywać takie małe pigułki i je po prostu przeplatać. Microlearning może być zautomatyzowany i to super może działać i po to technologia świetnie się sprawdza ale dobry trener potrafi wykorzystać takie naturalne cykle naszej uwagi przeplatając różne techniki tak, żeby człowiek się nie znudził, był dalej zaangażowany, ale niestety jeżeli byśmy zrobili półtora godzinny wykład, tak jak większość z nas miała na studiach albo właśnie taki półtora godzinny e-learning tradycyjny no to wtedy – niestety ale to nie zadziałało po prostu. Wspomniałeś też o tym, że jesteśmy istotami adaptacyjnymi, a to już kolejny trzon wyrazu do czegoś innego i do kolejnego naszego tematu i chciałbym żebyśmy do tego przeszli. Jednym z tematów którymi się zajmujesz, jednym z takich trendów, który prawdopodobnie się pojawia i pojawi jeszcze bardziej w przyszłości jest adaptive learning.

I to już wszystko w dzisiejszym odcinku. Bardzo dziękuję Ci za jego wysłuchanie. Jestem przekonany, że wdrożenie zasad związanych z grywalizacją i microlearningiem może pomóc wielu organizacjom i wielu biznesom w tym, aby edukacja online weszła na zdecydowanie wyższy poziom. Jeżeli chciałbyś porozmawiać ze mną albo z Arkiem, to zapraszam Cię na LinkedIna, gdzie na pewno wejdziemy w głębszą i dalszą dyskusję na ten temat. Jeżeli zaś chciałbyś posłuchać na temat tego czym jest adaptive learning i jak go można wykorzystać w edukacji online, to zapraszam już za tydzień do HR espresso. Żeby nie przegapić zapisz się na newsletter na www.hrpodcast.pl. Do usłyszenia za tydzień. Cześć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *